Jak łatwo zabić kota...

 

 

ŚMIERĆ KOTA


Ten artykuł nie będzie bezosobowy. Jestem mieszkanką ostrowskiego osiedla na ul. Mertki. Opiekowałam się tą kotką całą zimę. Przeforsowałam w Spółdzielni zakaz usuwania kartonów spod naszych balkonów – kicia miała gdzie się schronić przed zimnem, co noc wynosiłam jej jedzenie oraz podgrzane mleko rozcieńczone wodą. Robiłam to w nocy, aby nie rzucać się w oczy sąsiadom – każdy, kto zajmuje się dokarmianiem wolno żyjących kotów, zna ten rodzaj konspiracji. Starałam się nie oswajać kici – pojawiałam się pod balkonem, zostawiałam jedzenie i szybko odchodziłam. Wiedziałam bowiem, że dla wolno żyjącego kota zaufanie do ludzi może być zgubne.

Wczoraj, tj. 18.04, znalazłam jeszcze ciepłe ciało koteczki na trawniku koło naszych balkonów. Płacząc z wściekłości i bezsilności, zbadałam dokładnie jej ciało – nigdzie nie było żadnych obrażeń ani złamań. Zauważyłam tylko nienaturalnie różowe wymiociny na futerku tego nieszczęsnego kotka oraz świeżą krew wypływającą z pyszczka. Tak nienaturalny różowy kolor ma trutka na szczury. Zamieszczam przykład obok zdjęć.

Przerabiałam wcześniej niestety otrucie mojego kota – efekt końcowy był taki sam: różowe wymioty i krwotok. Nic nie mogliśmy wtedy z moim kotem zrobić – za późno zauważyłam, że coś jest nie tak. Objawy działania trucizny pojawiły się po kilku dniach od zjedzenia trutki: wymioty – również krwią, biegunka, słabnięcie – ostatecznie: wewnętrzne wylewy krwi, o czym powiedział mi weterynarz.

Wraz z zaprzyjaźnioną karmicielką osiedlowych kotów zabrałam ciało kici i zaniosłyśmy je z dala od osiedla na łąkę, gdzie kopałyśmy dla niej grób – nie mając żadnych właściwych narzędzi, tylko jakąś drabkę, szpachelkę. Z bezsilności i wściekłości wygarniałam palcami twardą glinę.


APELUJĘ DO PAŃSTWA, DO WSZYSTKICH MIŁOŚNIKÓW ZWIERZĄT – WALCZMY O NIE, REAGUJMY NA PRZEMOC STOSOWANĄ WOBEC NICH; wtedy udowodnimy sobie, że możemy nazywać się ludźmi.

Amelia Banasiak-Galant

Inspektor Straży Zwierząt Help Animals