Interwencja w Plewni

21 luty był dla nas długi, intensywny i mroźny. Mogliśmy sprawdzić się w dość ekstremalnej sytuacji, a nasze doświadczenie miało pole do popisu.

Cała akcja zaczęła się dość niewinnie, jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach. Około godziny 13:30 na telefon interwencyjny dostaliśmy wiadomość, że na wsi Plewnia, gmina Ceków od tygodnia, w rowie melioracyjnym leży pies w typie Husky, jest dokarmiany przez okolicznych mieszkańców, wydawałoby się jakby na kogoś czekał.

Pojechałyśmy na miejsce sprawdzić. Po drodze różne myśli przychodziły nam do głowy, analizowałyśmy sytuację, głośno myśląc, dyskutowałyśmy „może to czyjś, suki mają cieczkę, możliwe, że to powsinoga, znajdziemy właściciela i sytuacja skończy się szczęśliwie i szybko..”

Dotarłyśmy na miejsce.. zauważyłyśmy psa, w typie Husky, leżącego przy bardzo ruchliwej drodze. Zatrzymałyśmy się trochę dalej, po drugiej stronie, przy sklepie, zrobiłyśmy wywiad z kilkoma osobami dokarmiającymi psiaka, potwierdziło się wszystko ze zgłoszenia…

 

Nagle sytuacja przybrała dość intensywnego tempa ponieważ pies zaczął wybiegać na środek jezdni, szedł w naszą stronę, kiedy my zrobiłyśmy krok w jego kierunku cofał się, ale nadal pozostawał na środku ulicy po której pędziły zbliżające się w jego stronę tiry… Patrząc na całą sytuację serca nam zamarły, ale nie było chwili aby czekać, wsiadłyśmy w auto, włączyłyśmy koguty, wyjechałyśmy na środek i zaczęłyśmy trąbić dając sygnał nadjeżdżającym samochodom, pies w tym momencie schował się do rury w rowie melioracyjnym, podejrzewamy, że tam czuł się najbezpieczniej bo właśnie tam najprawdopodobniej przez około tydzień czasu koczował i chował się przed ludźmi…

Szybko powiadomiłyśmy gminę o zaistniałej sytuacji. Po około 20minutach na miejscu zjawił się pracownik Urzędu Gminy. Razem doszliśmy do wniosku, że jest tutaj niezbędne poinformowanie schroniska, z którym Gmina ma podpisaną umowę.

Schronisko miało pojawić się na miejscu za około 30min. My żeby nie tracić czasu postanowiłyśmy spróbować zwabić psiaka na jedzenie. Niestety zwierzę tak bardzo bało się człowieka, że weszło w głąb rury, która jak się później okazało miała aż…. około kilometra długości ! Podzielona była na kilka długości poprzez studzienki rewizyjne..a my nie mieliśmy zielonego pojęcia w którym odcinku kilometrowej rury schowało się totalnie przerażone zwierzę…

Podjęłyśmy decyzję aby na miejsce wezwać OSP Ceków… Ich pomoc była tutaj niezbędna. Po około 30minutach na miejsce przyjechał pracownik schroniska z którym gmina ma podpisaną umowę, a następnie Panowie z OSP Ceków .Najpierw nasze działania skupiły się na ustaleniu w której części rury znajduje się pies, a więc poprzez najdalszą studnię melioracyjną, do tej najbliższej zaczęliśmy prześwietlać poszczególne odcinki… Tym sposobem udało nam się ustalić, że pies w tym momencie jest w pierwszym odcinku rury, jednak świeże odchody zwierzęcia w poszczególnych odcinkach świadczyły o tym, że pies biega po całej (ok. kilometrowej) długości. Postanowiliśmy, że w każdej studzience stanie Strażak, który będzie w odpowiedni sposób zabezpieczał przejścia, natomiast na wejściu rury (tam gdzie wbiegł pies) postawiliśmy klatkę, a od drugiej strony w przeróżny, naprawdę przeróżny sposób próbowaliśmy zwierzę wypłoszyć. Niestety było tak bardzo przerażone, że nie ruszało się z miejsca.

Postanowiliśmy zaryzykować, pracownik schroniska oraz Strażak, weszli w głąb rury, niestety, smród stęchlizny i brak tlenu nie pozwoliły wejść głębiej niż do połowy…

Opadły nam ręce, pomysły kończyły, kolejne godziny zasuwały do przodu, zrobiło się ciemno, a zwierzę tkwiło w środku, śmiertelnie przerażone i sparaliżowane strachem…

Mieliśmy jeszcze jeden jedyny pomysł… Podziękowaliśmy Panom z OSP, mieszkańcom i gapiom, aby wszyscy się oddalili, wsiedliśmy do aut, jednego stojącego za klatką (wejściem do rury melioracyjnej) drugiego, kilka metrów przed klatką, ustawionego w taki sposób aby było widać czy zwierzę wychodzi… Niestety ten pomysł też nie zdał egzaminu.. zwierze dwa razy wysunęło się do połowy, ale chowało się z powrotem…

Było już późno i co raz zimniej… Postanowiliśmy znów zajrzeć do rury i na nasze szczęście pies był w odpowiedniej odległości i pozycji abyśmy mogli wykonać strzał ze strzelby ze środkiem usypiającym. Było bardzo duże ryzyko, że po strzale zwierzę przebiegnie na środek rury i nie będziemy w stanie go wyciągnąć, zaryzykowaliśmy, strzał był celny, jednak pies zaczął biec w głąb rury, na szczęście środek zadziałał w odpowiednim momencie i pies usnął między pierwszym, a drugim odcinkiem rury, czyli w studzience…

Wyciągnęliśmy zwierze, które okazało się.. przepiękną, białą, młodziutką, niebieskooką, BARDZO SPRYTNĄ suczką w typie rasy Syberian Husky.

I tak po około 7 godz. akcji wszystko zakończyło się sukcesem. Bardzo dziękujemy Strażakom za niesamowite zaangażowanie, poświecenie i empatie, panowie stanęli na wysokości zadania, brawo!